wstałam nieco wcześniej niz zazwyczaj, obudził mnie mój M porannym prysznicem, (jakby nie mógł wykąpać sie przed snem, ale z drugiej strony byłam tak padnięta, że zarządziłam ekspresową kołysankę..jak tu MNIE dogodzić, no jak? ) 7:15, jeszcze szybka akcja z termometrem, chociaż tak jak w poprzednim cyklu tak i w tym miałam dać sobie spokój z wykresami. Cóż nie zawsze jestem wobec siebie asertywna.
M zdążył wypuścić psa, zrobić śniadanie a ja leniwie spełzłam z łóżka i rozpoczęłam codzienny rytuał ćwiczeń na mój ,,schorowany" kręgosłup. (O dziwo, wieczorami bardziej mi się chce ćwiczyć, rano czasami ,,zapominam")
poranna kawa niczym balsam dla pełnych śpiochów oczu. rano zazwyczaj nie mam apetytu, więc nie silę na choćby jedną kanapkę. zgłodnieję później.
porannej podlewanie kwiatków, to jedna z moich ulubionych, ,,rutynowych" czynności. codziennie odkrywam nowe pączki, listki, pnącza moich wdzięcznych roślinek.
na szczęście pogoda dzisiaj dopisała, po wczorajszym spadku temperatur do 18stopni, dziś dla odmiany 25!
dzisiaj dzień matki... rok temu miałam nadzieję, że to będzie również mój dzień.... uczę się pokory, ubieram się powoli w cierpliwość. może, w końcu będzie mi dane obchodzić to święto z dumą? czasami czuję się taka niekompletna, a przecież niczego w sensie fizycznym mi nie odebrano. skąd ten instynkt tak silny, że wszystkie inne wydarzenia znikają na tylnym siedzeniu?
może to presja otoczenia a nie moje własne pragnienie? obłęd czy fraszka?
Coś w tym jest, w tej presji otoczenia. Ludzie czegoś od Ciebie oczekują, i po prostu próbujesz się wpasować :P tak bardzo zależy ci na akceptacji ludzi, że wdrukowujesz sobie ich przekonania, bez obiektywnej analizy czego TY tak naprawdę chcesz. Człowiek jest dosłownie niewolnikiem oczekiwań, jeśli za bardzo się przejmuje, co myślą o nim "inni".
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to fajnie ze zamierzasz pisać :)